WIELKI POST – JAK PRZEŻYĆ GO ŚWIADOMIE?

Dawniej Wielki Post kojarzył mi się z takim okresem w roku, w którym nic nie można. Mamy być smutni, szarzy, posępni, mamy pościć, co równoznaczne jest z brakiem życiowej energii i absolutnie dalecy mamy być od pomysłów, by robić coś, co nas uszczęśliwia, czyli daje przyjemność i satysfakcję.

Dziś zachodzę w  głowę, skąd u mnie takie wyobrażenie Wielkiego Postu?! Abstrahując od szukania odpowiedzi na to pytanie, chcę powiedzieć, że dzisiaj Wielki Post jest dla mnie wyjątkowym czasem i na pewno nie jest to czas szary i smutny (chociaż szary może trochę tak, ale wyłącznie ze względu na pogodę! 😀 ).

Wielki Post to okres 40 dni (bez niedziel), w którym my, chrześcijanie czekamy na największą tajemnicę, jaka w historii dziejów miała miejsce – na Zmartwychwstanie. Pokonanie śmierci. „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana (…)”. Jest to najważniejsze święto w roku liturgicznym. Myślę, że wielką stratą byłoby zaprzepaszczenie tego 40-dniowego okresu przygotowania się do tak wielkiego święta.

Jak zatem przeżyć ten czas świadomie? Piszę świadomie, a nie np. dobrze, czy właściwie dlatego, że moim zdaniem w czas Wielkiego Postu trzeba się przede wszystkim zagłębić, a więc świadomie, realnie, wręcz namacalnie ten czas poczuć. Dobrze można się przygotować do egzaminu, a w czasie Wielkiego Postu trzeba być, uczestniczyć.

Przede wszystkim trzeba uzmysłowić sobie, jaki to jest czas i po co on jest. Środa Popielcowa, która ten okres otwiera daje nam precyzyjne wskazania. Słyszymy wtedy słowa: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”(Rdz 3,19). Co mamy przez to rozumieć? Jesteśmy prochem, czyli niczym? Czy Jezus chce nas przez to upokorzyć? Nie. On nigdy nie chce dla nas złego. W Popielec, który otwiera Wielki Post mamy uświadomić sobie, że czas skłonić głowę w pokorze. Czas przystanąć i zastanowić się nad samym sobą, nad swoimi słabościami, ułomnościami, nad tym, co we mnie słabe i złe, co wymaga poprawy i pracy. To moment, by się wyciszyć – w tym skinieniu głowy, w stacjach drogi krzyżowej, w gorzkich żalach, w tym kolorze fioletu. To jest moment, w którym Jezus daje nam idealną szansę na poprawę. Najbardziej fascynuje mnie to, że niby chce, byśmy zrobili to dla niego, ale finalnie wszystko robimy to dla siebie i właśnie tego On pragnie. Chce, byśmy tą refleksją i podjętą pracą się nawracali, wznosili ku górze i to właśnie my ludzie zyskamy na tym najbardziej, bo tylko będąc blisko Boga otrzymujemy to, co dobre i wartościowe.

Dalej słyszymy słowa: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli” (Jl 2.12-18).

Post, modlitwa i jałmużna to są trzy filary Wielkiego Postu. To na nich ma się opierać owa praca nad sobą i wznoszenie ku górze.

Jeśli chodzi o post, od razu nasuwają się postanowienia wielkopostne – „nie będę jadła czekolady (przy okazji schudnę)”, „nie będę jadł mięsa przez cały post”, „żadnych imprez”, „rzucę palenie” etc. Moim zdaniem każde postanowienie jest dobre! Każde, które wymaga od nas wysiłku, wyrzeczenia i wytrwałości. Każde, które zmierza ku dobremu. Ta praca, choć z pozoru tak mała, jak zrezygnowanie z czekolady, jest jakimś wyrzeczeniem i to ukierunkowanym na dobro. „Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

Modlitwa – to jest podstawa. Choćbyśmy mówili dziesięć różańców dziennie, nic nie zastąpi modlitwy porannej i wieczornej. Bez tego ani rusz. To jest fundament, na którym możemy wznosić całą konstrukcję. Bez modlitwy runą wszystkie, choćby najpiękniejsze zamiary. Wielki Post jest z kolei czasem, kiedy tej modlitwy może być więcej, kiedy może być ona bardziej gorliwa, może bardziej refleksyjna. Modlić się to znaczy prowadzić dialog z Bogiem. W Wielkim Poście tym bardziej jest ku temu okazja. „Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

Jałmużna – a więc otwarcie się na drugiego człowieka. Chodzi tu o pomoc zarówno materialną, jak i duchową. Nie zawsze trzeba wyjąć banknot z portfela, by czynić dobrze. „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,1-6.16-18).

Wielki Post nie jest już dla mnie czasem smutnym i jakby „wyjętym z życia”. Dla mnie to czas refleksji i pracy nad sobą. To także czas oczekiwania. Po okresie trudów i wyrzeczeń, wiem, że przyjdzie czas  niezwykle radosny! Czy to nie jest dobre nastawienie, które generalnie powinniśmy przenieść do swojej codzienności? Pracujmy ciężko, a w końcu przyjdzie sukces, czyli czas radości i zadowolenia!:) Nie traćmy przy tym wiary i nie narzekajmy, że pracy jest dużo, tylko cieszmy się z tego, co ta praca przyniesie.

Trzymajcie się swoich postanowień i w skupieniu oraz pełni nadziei oczekujcie na Pana!:)

Może zainteresuję Cię również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *