Nasza podróż poślubna

Pamiętać o cudzym, zapomnieć o swoim
Jesteśmy świeżo upieczonymi nowożeńcami. Ceremonia ślubna oraz wesele przebiegły tak, jak planowaliśmy. To był nasz dzień, cudowny i niepowtarzalny. Wyjątkowy.
Tak też zamierzaliśmy spędzić naszą podróż poślubną. Wybraliśmy kierunek, coś dla duszy, ale też dla oka;) Za 3 dni mamy wylot, więc posłuchałem żony, by nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Zaczęliśmy wyciągać letnie ciuszki z szafy, żeby zobaczyć, kto mniej więcej jaki bagaż zabiera, dać do prania brudne rzeczy itd., itd.
Kiedy cała szafa znalazła się na środku pokoju, wybraliśmy tę szczęśliwą odzież, która z nami dostąpi zaszczytu złapania witaminy D3. Po przygotowaniu aparatu, naładowaniu wszystkich baterii, opróżnieniu kart pamięci, puściłem wolno pytanie, gdzież świeżo upieczona żona ma najważniejszy dokument – paszport. Prosiłem, by jeszcze raz sprawdziła datę jego ważności i schowała go do głównej torby, by uniknąć później nerwowego szukania. Tak też zrobiła 😀 Otwierając mój paszport z ciekawości, zaczęła się śmiać ze zdjęcia, po czym pół żartem pół serio powiedziała: „Dawid, masz nieważny paszport”.
„Jasne, jasne”, odpowiedział jej dżentelmen z tym swoim uśmieszkiem, będąc w przeświadczeniu, że jeżeli chcesz mnie żono rozśmieszyć albo wkręcić, to musisz się bardziej postarać.
Żona zerwała się tak szybko. jakby biegła do … po czym pokazuje mi paszport „DAWID, MASZ NIEWAŻNY PASZPORT!!!”
I jak to żona, nie zawsze, ale przeważnie – niestety miała rację.
Około 2-3 miesiące wcześniej sprawdzałem datę ważności wizy amerykańskiej, która jest jeszcze ważna przez 2 lata. O paszporcie nie pomyślałem.
Mój błąd – mój wielki błąd.
Moja świeżo upieczona żona zachowała się jak nie ona – zachowała się cudownie;) Nie nakrzyczała na mnie, nie zdzieliła zestawem ślubnych patelni i garnków, ani nie wbiła tych hybrydowych paznokci trzymających się jeszcze z wesela;)
Dla mnie to była ciężka noc, czułem, że dałem ciała na całej linii, 4 tysiące za bilety i hotel przepadły, urlopy już wzięte, torby spakowane i…?
I ja z moim nieważnym paszportem, ale ważną wizą amerykańską…

Ciche dni
Drugiego dnia czułem się jak zbity pies, naprawdę, nie mogłem uwierzyć, że to są pierwsze dni naszego małżeństwa. Co mam powiedzieć żonie – „sorry zapomniałem powiedzieć, że nie będzie lekko?…”
Ten dzień nie należał do rozmownych.
Nastał trzeci dzień.
Każdy lubi pomarudzić, ale ileż można. Trzeba działać, niby mówi się trudno, ale cały czas boli. Mimo wszystko postanowiłem działać.
Zrobiłem śniadanie, przyznając, że jestem kretynem, pozwoliłem żonie puścić starą płytę i ponarzekać na mnie, po czym zapytałem: „Mycha, gdzie chcesz jechać?” Lena odpowiedziała coś w stylu: „zapomnij o tym, trudno, stało się; spędźmy fajnie tutaj czas w Poznaniu”. Zapytałem jeszcze raz, ale odpowiedź była taka sama. Uparcie zadawałem cały czas to samo pytanie, po czym znów zaczęliśmy się zastanawiać.
Mieliśmy wtedy VW foxa. Dla innych był to a’la „pierdzik” – dla nas full wypas czteroosobowe auto z 6-ścioma miejscami na kawę;) Auto kilka miesięcy wcześniej sprawdziliśmy z kumplem na 2-tygodniowym tripie, pokonując 5 tysięcy kilometrów i które uraczyło nas nawet 2-tygodniowym noclegiem:)

„Gdy żona dobrze gotuje, drogę do serca męża znajduje”
Wybierzmy kierunek, torby mamy przecież spakowane. Jedźmy, a nocleg znajdziemy po drodze. Pozostaje pytanie – gdzie? Miłujemy się we włoskiej kuchni od dłuższego czasu. Pasty, owoce morza, wino chianti, no i pizza.
Jedźmy do Włoch. Wujkowie tam jeżdżą i są zakochani w Toskanii. Przekonajmy się i kto wie, może się zakochamy i my. Tak też się stało. Udaliśmy się do centrum handlowego kupić przewodnik. Żona zaczęła go studiować, a ja zastanawiać się, którą trasą się tam udamy.
Ruszyliśmy, zapomnieliśmy już o paszporcie i tamtej podróży. Mamy już nową – mamy Toskanię.

 Przystanek Miasto mostów, miasto masek
Podróż zajęła nam 16 godzin. Były oczywiście przystanki, gdyż auto nie miało klimatyzacji 😉 Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, słuchaliśmy muzyki, żona od czasu do czasu ucięła komara:)
Następnego dnia ją ujrzeliśmy. Wenecję. Miasto na wyspie, miasto bez dróg, miasto mostów. Miasto nie do opisania.
Wąskie uliczki zdobione kunsztownymi kamienicami, łączące się setkami mostów. Widok wynagrodził nam godziny podróży. Jedzenie, po którym zapomnieliśmy, jak tu się znaleźliśmy. To miasto, gdzie giną miejscowi w tłumnie turystów. Miasto wioślarzy zwanych gondolierami czekających przy swoich gondolach – „łódkowych ferrari”- pięknie wyczyszczonych i pozłacanych. Sztuka, która jest tu zapisywana od setek lat praktycznie w każdym metrze kwadratowym tego miasta.
To zastanawiające, jak bez aut to miasto funkcjonuje. Codziennie dostawy do sklepów wszystkich artykułów, wywóz śmieci, kupienie nowych mebli do mieszkania, czy remont. Autem nie podjedziemy pod dom, bo nie ma dróg, Kanały i wąskie uliczki. Fascynujące. Niestety miasto co roku jest zalewane przez podnoszący się poziom wody. Trwają spekulacje nad podatkiem od turystów, a nawet o zamknięciu głównego placu dla zwiedzających.

Florencjo – stolico Toskanii
Wiele lat temu natrafiłem na artykuł o architektonicznym fenomenie, jakim jest Katedra Santa Maria del Fiore, a dokładniej jej kopuła. Zaintrygowała mnie. Poświęciłem wiele godzin zgłębiając widzę na jej temat. Wiele lat minęło od tego czas.
Kiedy ją ujrzeliśmy, zastygłem. Kopuła i jej fenomenalność zaczęła mnie pożerać. Nie mogłem oderwać oczu. Nie chciałem nawet mrugnąć, kiedy byłem w nią wpatrzony. Czułem spokój, który przeplatał się z podziwem jej geniuszu. Żona w końcu przerwała ten trans i udaliśmy się dalej.
Miasto ekstrawaganckich butików, ba! W końcu to z Florencji pochodzi Gucci oraz Cavalli. Punktem obowiązkowym dla kobiet jest Ponte Vecchio- najstarszy florencki most, który tak jak kiedyś, znajdują się na nim sklepy z ekskluzywną biżuterią.

Giovanni Pisano – autem zobaczysz więcej 😉

Z Florencji chcieliśmy się udać do Pisy, ale wybraliśmy dłuższą drogę.  Postanowiliśmy zwiedzić mniejsze miejscowości, jakimi są Prato, Pistoia, czy Lucca. Miasta te są oddalone od lotnisk, więc jeżeli chodzi o klimat tych miast, jest on nieporównywalny do tych obleganych przez turystów. Warto zobaczyć te miasteczka – mają tyle samo do zaoferowania, co osławione miasta. Słuchając, jak żona czyta najważniejsze informacje z przewodnika dotyczące poszczególnych miejsc, rozglądam się i widzę spokojne życie jakie wiodą tu tutejsi mieszkańcy. Bez pośpiechu, bez korporacji i ciągłego pędu. Wchodząc do jednego z kościołów zaczepia nas tutejsza Włoszka, która opowiada nam, albo raczej próbuje opowiedzieć, gdyż mówi tylko w rodzimym języku:) Stara się opowiedzieć o swoim ulubionym artyście, pokazuje jego prace na ścianach świątyni. Zamyka oczy, dłoń kładzie na piersi, wzdycha, po czym mówi jedyne zdanie po angielsku: „GIOVANNI PISANO, I LOVE  GIOVANNI PISANO”. Nie musiała tego mówić, widać to było w jej oczach, kiedy patrzyła na jego obrazy. Dojechaliśmy do Pisy, kolejne piękne miasto oblegane przez turystów. Zostajemy tutaj na noc. Wieczorem idziemy na spacer, zobaczyć czym miasto oddycha. Napić się miejscowego wina, porozmawiać i nacieszyć się sobą. Nie zapominajmy, że to nasz miesiąc miodowy;)

Człowiek uczy się na błędach
Następnego dnia nasza podróż troszkę się komplikuje. Ktoś przedziurawił nam oponę. „Spokojnie żono, mam przecież zapasowe”. No cóż, 5 dni przed wyjazdem razem z teściem robiliśmy coś przy aucie i nie spakowaliśmy z powrotem klucza do odkręcenia opony, ani podnośnika. Auć. „Damy radę. Wejdź do auta i poczekaj bo pada deszcz”. Lepiej być nie może:/ Po jakiś 20-30 minutach udaje mi się znaleźć chętnego do pomocy Włocha, co było nie lada wyzwanie, gdyż właśnie trwa siesta. Wymieniliśmy oponę. W podziękowaniu daliśmy mu butelkę wina, którą miałem przygotowaną na wieczór;) Zajechaliśmy do mechanika, opona wymieniona na nową. można jechać dalej.
Idealny mąż słucha potrzeb żony, więc zabrałem żonę nad morze, by posłuchać szumu fal, przytulić się przy zachodzi słońca i pobiegać gołymi stopami brzegiem morza niczym słoneczny patrol:)
Następnego dnia wracaliśmy do domu. Naładowaliśmy baterie. Nacieszyliśmy się sobą, chodząc za rękę i doświadczając tego magicznego oblicza Toskanii. To była piękna podróż, wyjątkowa.Kto szuka swojego raju na ziemi, powinien zawitać do Toskanii.


Może zainteresuję Cię również

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *