NASZA DROGA DO POROZUMIENIA

Zgodnie z obietnicą, kontynuacją postów zatytułowanych SZTUKA… ROZMOWY (możesz go przeczytać TUTAJ) oraz CICHE DNI (możesz go przeczytać TUTAJ) miał być wpis dotyczący naszego sposobu rozwiązywania sporów. Jest i on!:)

W radiowej „Jedynce” można było w poniedziałek usłyszeć audycję poświęconą tematyce rozwodów. Temat dość pospolity jak na te czasy. Bo kogóż dziwi to, że małżeństwo się rozpada?

Przejmujemy z Zachodu „modne” wzorce, gdzie jeśli małżonkowie się nie dogadują, kiedy zaczynają być bardziej obok siebie, aniżeli ze sobą, po prostu się rozwodzą.

W audycji tej mogliśmy usłyszeć, że prawie połowa małżeństw w miastach w Polsce kończy się rozwodem. Jednocześnie 1/3 małżeństw po rozwodzie stwierdziła, że ich małżeństwo było do uratowania.

Dlaczego zatem tak szybko się poddajemy?

Innym przykładem statystyk była przytoczona przez księdza wygłaszającego kazanie podczas naszej mszy ślubnej przeprowadzona w USA ankieta, która wykazała, że u małżeństw, gdzie nie ma Boga rozpada się jedno na trzy takie małżeństwa, natomiast wśród małżeństw, gdzie jest wspólna modlitwa, wspólna Eucharystia, rozpada się jedno na tysiąc pięćset!

Najczęściej podawaną przyczyną rozwodów jest różnica charakterów i brak porozumienia między małżonkami. Jeśli chodzi o ten pierwszy powód, to chyba nierealne jest spotkać osobę, która jest dokładnie taka sama, jak my. W końcu „piękno tego świata tkwi w jego różnorodności”:) Dzięki oryginalności jaką posiadamy, ludzie nie nudzą się ze sobą, a wręcz uzupełniają. A co jeśli chodzi o drugi powód, tj. brak porozumienia? Tutaj kluczem do sukcesu jest rozmowa i zasady dialogu, o których pisaliśmy w wyżej wskazanych artykułach.

No a jak to jest u nas?:)

Nasza droga do porozumienia była dość długa i zawiła, tak  nam się przynajmniej wydaje z perspektywy czasu. Dawniej potrafiliśmy pokłócić się o wszystko i nie odzywać pół dnia. Z błahej rzeczy potrafiliśmy stworzyć duży problem. Dla przykładu podamy sytuację, gdzie na początku naszej znajomości (w sumie nie byliśmy jeszcze parą), ja oczekiwałam, że Dawid odprowadzi mnie na dworzec PKP, gdyż wracałam z Poznania do domu, ale mu o tym nie powiedziałam, bo wydawało mi się to oczywiste. Dawid, zupełnie nieświadomy moich oczekiwań, niczego się nie domyślał i był na spotkaniu ze znajomymi z roku. Ja się obraziłam i nie odzywałam, a Dawid nie wiedział o co chodzi. A że bliżej mu do choleryka, niż melancholika, też się zdenerwował, „no bo znowu jej o coś chodzi”. Czy to nie śmieszne? Dla nas dzisiaj tak, wtedy bynajmniej.


No a jak się kłócimy teraz? No bo to, że się kłócimy, to fakt niepodważalny:D

Teraz, będąc małżeństwem kłócimy się inaczej, tzn. staramy się uniknąć konfliktu poprzez spokojną rozmowę, bez wypominania i wracania do przerobionych już tematów, a w momencie, gdy emocje biorą górę, po prostu przerywamy rozmowę i wracamy do tematu później, kiedy już jesteśmy gotowi. Ale to jest ten dobry scenariusz, taki preferowany:D Nie zawsze to nam wychodzi i czasem powiemy sobie po prostu za dużo, albo ze zbyt dużą ekspresją:D

Nie można się jednak poddawać, po burzy zawsze przychodzi słońce, więc nie ma co tragizować:) W takiej sytuacji trzeba dać sobie czas, by każdy mógł ochłonąć i przemyśleć swoje zachowanie.

A o co najczęściej my się kłócimy? Zabawne jest to, że praktycznie ciągle o to samo – o sprzątanie, o to, że Dawid zbyt szybko się denerwuje, o to, że ja zbyt często się obrażam. Jak widać, tematy nienudne, bo u nas często na tapecie 😀 W czasie trwania naszego małżeństwa pojawiły się też spory na temat tego, gdzie spędzimy święta, naszej pracy – najpierw ja miałam pretensje, że Dawid za dużo pracuje, potem on miał żal, że praca stała się dla mnie najważniejsza, czy kwestii pieniędzy. Wydaje nam się, że są to całkiem przyziemne sprawy, nieobce żadnemu małżeństwu.

Chociaż jak pisaliśmy, nasze kłótnie wyglądają inaczej, niż kiedyś (wynika to z faktu, że jesteśmy małżeństwem i z tego, że jestem w ciąży i nie powinnam się denerwować), to jednak pojawiają się one i będą pojawiać, dlatego jeszcze raz podkreślimy – trzeba ze sobą rozmawiać, mówić wprost o swoich uczuciach i nie „urządzać” cichych dni, bo one nic dobrego nie przyniosą.

Życzymy Wam zatem nie tego, byście się nie kłócili, tylko tego, byście umieli z tych kłótni wychodzić zwycięsko i wyciągać wnioski:)

I pamiętajcie – paciorek, buziak i spać :*

Może zainteresuję Cię również

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *