NASZA DROGA DO NAWRÓCENIA

As I remember you –

You stood there beside me on a high windy slope –

Our faces to the wind and our hearts full of hope. /

Taką cię widzę –

Na stromym zboczu stałaś tam przy mnie w zawiei –

Twarze wiatrem chłostane, serca pełne nadziei.*

Przytoczone wyżej słowa są nam bardzo bliskie, gdyż przenoszą nas w pewien okres naszego życia.  Jest listopad 2012 rok, klub, Poznań, dużo wiary. Dziewczyny tańczą, kuszą, mężczyźni obserwują, polują. I my. Jeszcze sobie nieznani, tacy obcy, zagubieni. Każdy taki „wielki, mały człowiek”, jak śpiewa Bisquit. Na zewnątrz dumny jak paw, w środku pełen obaw, lęków i uprzedzeń. Daleko od siebie, daleko od Boga. Hulaj duszo, diabła nie ma – kwintesencja szczęścia XXI wieku w czystej postaci… Zobaczył mnie. Taką mnie zobaczył. Stałam przy nim na stromym zboczu, w zawiei, wiatr chłostał nam twarze, serca pełne były nadziei.

Każdy pragnie miłości. Kłamstwem jest stwierdzenie, że komuś miłość jest niepotrzebna. Jesteśmy ogłupieni tym, co piszą media, co nam pokazują. Widzimy „wolne związki”, plastikowe uśmiechy, sztuczną przyjaźń, piękne słowa bez żadnego pokrycia i myślimy, że to jest szczęście. A potem, nie wiadomo dlaczego, czujemy taką dziwną pustkę w sercu. Czujemy, że czegoś nam brakuje, coś jest nie tak.

Człowiek jest z natury dobry. Skoro Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, to nie ma innej opcji:) Nigdy nie będziemy szczęśliwi, jeśli żyjemy w grzechu. Ciężko jest teraz oprzeć się tym wszystkim pokusom, zwłaszcza, że kładzie nam się do głowy, że to jest normalne. A to nie jest normalne! Nie może być normalne kłamanie, zdradzanie, pomawianie, obrażanie kogoś itd. Filmy, teledyski pokazują nam, że dobra zabawa to alkohol i inne używki, miłość to seks, a przyjaźń to wspólne zakupy z koleżanką i obmawianie innych. Nie dajmy się zwariować.

Na szczęście są jeszcze książki, filmy i ludzie, które przekazują prawdziwe wartości i możemy z tych źródeł czerpać inspiracje:) Wystarczy chcieć:)

Każdy z nas nosi w sobie nadzieję na miłość. Na tę prawdziwą miłość. Człowiek, który sam pozbawia się miłości Boga, który ją odrzuca jest bardzo ubogi. Pozostaje mu tylko skupianie się na rzeczach materialnych, ziemskich. To smutne, bo jaki sens ma wtedy  życie? Sensem stanie się pies, nowy samochód, mieszkanie, praca. Te przedmioty stają się bożkami. Błędne koło.

Wtedy, gdy zobaczyliśmy się po raz pierwszy, praktycznie wszystko wyglądało inaczej. Teraz, z perspektywy czasu widzimy to tak, jak opisują to słowa rozpoczynające ten post. Niby szczęśliwi, bo młodzi, na studiach, wśród wielu znajomych, a tak naprawdę stojący na stromym zboczu w zawiei. Lecz mimo wszystko, gdzieś w ukryciu, podświadomie nasze serca były pełne nadziei.

Nikt nie wmówi nam, że człowiek żyjący bez Boga jest szczęśliwy. Sami przeżyliśmy to na własnej skórze. I różnica jest kolosalna. To nie było jakieś nagłe objawienie, niczym walnięcie obuchem  w łeb. To była długa droga pełna wzlotów i upadków. Wzajemne zmagania i próby.

Wiemy, że nie spotkaliśmy się przypadkiem. Zresztą nie wierzymy  w przypadki. Wierzymy, że Bóg sobie wszystko to zaplanował, że małżeństwa są zaplanowane w niebie.

Gdyby nie mój mąż, moje życie pewnie wyglądałoby tak, jak w owym listopadzie 2012 roku. Niby szczęśliwe, piękne. Niby. Pamiętam te pierwsze wspólne msze, te stresujące spowiedzi. To była naprawdę długa droga. Aż przyszedł czas na spowiedź generalną, potem czytanie katolickich książek i prasy, w międzyczasie modlitwa, potem regularna spowiedź i obowiązkowo coniedzielna msza święta, aż w końcu to coś. Po prostu inne, czyste, spokojne serce. Bez wyrzutów sumienia. U Dawida wyglądało to trochę inaczej. Nie tyle opierał się i nie rozumiał sensu bycia blisko Boga, co żył przeszłością i ulegał pokusom.

Razem było nam zdecydowanie łatwiej na tej drodze. Czy możemy powiedzieć, ze się nawróciliśmy? Uważamy, że cały czas się nawracamy. Czytając żywoty świętych, inspirując się mądrymi przemyśleniami osób duchownych i świeckich, żyjąc zgodnie z nauką Kościoła, wspólnie się modląc, chodząc na msze święte i często przystępując do spowiedzi, nawracamy się każdego dnia. Rzecz jasna, zdarzają się upadki, ale cytując świętego Antoniego: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”.

Jeśli moglibyśmy kogoś wesprzeć swoim przykładem na jego własnej drodze do nawrócenia, to nasza rada jest taka – Nie poddawaj się! Nie daj się przekabacić „przyjaciołom”, którzy wyśmieją to, co robisz. Nie wahaj się znaleźć ludzi podobnych do Ciebie, odwiedź katolicką księgarnię, znajdź ciekawe portale w Internecie, szukaj, czytaj, działaj. Powodzenia!

* Fragment książki Rok magicznego myślenia, tłum. A. Bańkowska.

Może zainteresuję Cię również

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *