FAJNI NA POKAZ

Małżeństwo. Młode małżeństwo. Siedzą ze znajomymi w restauracji. Jest ciepły, majowy wieczór, Poznań taki piękny, ezoteryczny, w lokalu gra jazzowa muzyka. Jest dobre włoskie jedzenie, czerwone wytrawne wino. Rozmawiamy, śmiejemy, wymieniamy ze znajomymi anegdotami. Oni coś o samochodach, one o promocji w Douglasie. I bach. Cały nastrój szlag trafił. Szanowny małżonek powiedział coś, co żonie się co najmniej nie spodobało.  W sumie można obrócić wszystko w żart i jeść dalej z uśmiechniętą, pełną gracji mimiką. Ale można też się wkurzyć, coś odburknąć i pokazać całą sobą, że w środku temperatura bliska wrzenia. Idziemy dalej –  zwrócić mu teraz uwagę, czy wytrzymać chociaż do momentu zamknięcia drzwi w aucie? Pokazać, że się obraziłam, czy nie pokazać?

Być może(a podejrzewamy, że tak) zdarzyła Wam się taka sytuacja. Nam zdarzyła się niejednokrotnie. Jak myślicie, którą opcję zazwyczaj wybierałam? Otóż tę drugą 😀 Zwykle w takich momentach pokazuję całą sobą, że żart/stwierdzenie/anegdota męża nie przypadła mi do gustu i pozostali biesiadnicy to widzą. Wiele razy zastanawiałam się potem, co pomyśleli o nas nasi znajomi? Czy może podsunęłam im myśl, że nie jesteśmy perfekcyjną parą?! A co, jeśli pomyślą, że my się cały czas „spinamy”?!

Na ślubie, a właściwie już na weselu, usłyszeliśmy bardzo mądre życzenia. „Nie próbujcie być na siłę fajni”. Tyle emocji, tyle łez pełnych wzruszenia podczas mszy ślubnej, podenerwowanie zbliżającym się walcem wiedeńskim, a te życzenia utkwiły nam bardzo w pamięci. Co w nich takiego wyjątkowego?

Otóż chodzi o to, że życzenia te uświadomiły mi (zwłaszcza mi), że nie muszę być zawsze uśmiechnięta, zadowolona z życia i z męża. Mogę czasem się wkurzyć i nie muszę tego wcale ukrywać. Nasze małżeństwo jest autentyczne, tzn. niczego nie udajemy, bo zwyczajnie nie musimy. Nie musimy pokazywać przy znajomych, czy rodzinie, że cud, miód i malina. Nie musimy udowadniać, że my tak na poważnie, całkiem na serio, aż tak się kochamy. Tego nie trzeba nikomu udowadniać, bo to po prostu widać. Uważamy, że prawdziwa miłość się po prostu sama broni i nie trzeba jej na pokaz lukrować. W końcu chyba nie trzeba nikogo zapewniać, że cukierek jest słodki:D

Nie zrozumcie nas opatrznie. Nie chcemy powiedzieć, że kłócimy się przy innych, czy zwracamy sobie uwagę w nieodpowiedni sposób. Takie zachowania uważamy za mało stosowne. Innym wartym zapamiętania zdaniem, jakie przyszło nam usłyszeć, brzmi: Małżeństwo mówi zawsze jednym głosem. Jeśli wiemy, że sprawa jest ważna, że dotyczy nas, naszego małżeństwa w istotny sposób, to zawsze będziemy się wzajemnie bronić i nie będziemy podkładać sobie kłód pod nogi. Wówczas „siedzimy” w tym razem, bronimy siebie wzajem i swoich racji, nawet jeśli nie do końca się ze sobą zgadzamy. Później, na osobności, wyjaśniamy sobie oczywiście wszystkie aspekty tej ważnej dla nas sprawy.

W poście tym chcemy Wam przekazać, że nie trzeba się stale obawiać opinii innych. Jeśli ludzie się naprawdę kochają, to co złego w tym, że są autentyczni i czasami widać po żonie, że coś tam ją zirytowało? Mój mąż najczęściej reaguje w ten sposób, że mówi: „Oooo patrzcie, moja myszka jest zła, coś powiedziałem nie tak”. Ja zazwyczaj przewrócę oczami, a Dawid się śmieje. Takie sytuacje uważamy za autentyczne, naturalne. Nie chcemy na siłę pokazać, że jesteśmy cudownym związkiem. Nie musimy:)

P.S. Po wyjściu z restauracji nawet nie rozmawialiśmy o tym, co Dawid powiedział, a co mnie zdenerwowało. Nie rozmawialiśmy, bo nie musieliśmy:D

Może zainteresuję Cię również

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *